poniedziałek, 13 marca 2017

Polemika zgnitych pomidorów

Co było pierwsze, jajko czy kura?- dla zdrowych ludzi, dylemat akademicki w sam raz do leniwej biesiady przy piwie, dla ciemiężców boiskowych faktów prawdziwy trud intelektualny. Z tym dylematem opierającym się na odwołaniach cyklicznych wiąże się błaha zagwozdka. Wiadomo, że jajko było pierwsze i żadne mądrości ludowego tego nie zmienią. Jednak, że rozum bywa toporny to i zrozumienie pierwotnego porządku bywa ciężkie. Bo jak inaczej zrozumieć, że bycie lepszym jest niewłaściwe? Historii Bianconerich przedstawiać nie będę, każdy kto tu trafił zna ją na pamięć, zwycięstwo jest wpisane w barwy tego klubu jakby jeden z uczniów pamiętnego popołudnia był potomkiem Heraklesa. Juve wygrywało i nadal ma zamiar wygrywać i jak to z cyklicznością bywa nie jest to rzecz mile widziana na Półwyspie Apenińskim.

Odkładam na bok wszelaką poprawność polityczną, nie jest ona w cenie, zarówno w środkach masowego przekazu jak i wśród aktorów życia publicznego. Poza tym, żeby jakość ugryźć temat rzekomej niesprawiedliwości na boiskach Serie A trzeba zejść na poziom adresatów zaczepek. O zgrozo, miałem o rynsztok nigdy nie zahaczyć. Ok, przegiąłem.

Tabloidowość środowiska utarła się w świadomości, nie rusza Nas dom wariatów w Palermo, tym bardziej cieszynka Mertensa. Jest barwnie jak podczas letniego festynu, nic tylko czekać aż Super Mario podjedzie nową zabawką. Śmiech staje się niebezpieczny gdy śmiejesz się bez powodu lub ociera się o gorycz łacińskiego furorem zwanego słowiańskim wkur***iem. O to pierwsze posądzam biedniejszych o kilka (żeby kilka) tytułów mistrzowskich kolegów z doliny piłkarskiego Siedmiogrodu. Boski porządek o jakim nabąknąłem w leadzie przez dekady kreował losy na stadionach Italii, raz było gorzej, raz lepiej, ale Stara Dama z wrodzonym powabem powracała na szczyt. W ten do głosu doszedł szatan i wymyślił carstwo zwane calciopoli. Nagle stały porządek przewrócono do góry nogami, mistrzów wygnano, a samozwańczy król ekscytował się swym złudnym piedestałem.

Powołuje się na precedens z 2006 roku bo historia lubi powracać, a symptomy nawrotu narastają z każdą kolejną Victorią. Był pewien piłkarz któremu Sardynia winna znudzoną trampoliną stała się za ciasna, wodzący myślami czuł magię wielkiego calcio, batalii zwieńczonych owacją tłumy. Choć imię jego nie brzmiało Adam zwieść kobiecie dał się. Odurzony wonią starego miasta i głodnej wilczycy pakt wrogi podpisał, a drogi jego bogactwem skąpe się stały. Tak o Radji  Nainggolan mowa, Iron Maiden włoskich boisk robi co może by dla przeciętnego Romanisty stać się świętszym od Papieża."Nienawidzę tego klubu, od zawsze. Mam do nich taki stosunek, ponieważ zawsze wygrywają dzięki rzutom karnym lub wolnym. Trafiłem do Romy właśnie po to, aby odebrać im mistrzostwo Włoch"- palnął ślepakiem z pokracznością Charlie Chaplina. Dialog z tym człowiekiem ma tyle sensu co poszukiwanie Świętego Graala. Jego zgryzota kipi bezradnością, jakby nie dostał cukierka po wizycie w cukierni. 

Jeśli wejdziesz między wrony musisz krakać jak i one, sęk w tym, że krakanie stało się łabędzimi śpiewem, fakty swoje a oni swoje: "Komentatorzy RAI Sport powinni się wstydzić podkreślając wspaniałe rezultaty Juventusu na własnym boisku, bo kiedy patrzą na rachunek bankowy złodzieja, to nie biorą pod uwagę pieniędzy, które ukradł. W miejsce złodzieja wstawcie Juventus. To skonsolidowany system, który zawiera kluby satelickie. Spójrzmy tylko na Atalantę, która grała z Napoli z największą wydajnością w życiu, podobnie z Romą. Do tego sprzedają Juventusowi swoich najlepszych młodych graczy"- małostkowej mentalności nie da się ukryć, przykryć pod płaszczem efektownej gry. To natura która prędzej da o sobie znać.

Złotoustni mają więc swoje żniwa, Juve bezlitośnie ogrywa swoich największych rywali, ci bronią się zza medialnym szkłem. Bianconerich mogą się czuć jakby nieustanie stawali przed Komisją Śledczą, tu De Laurentiis dorzuci trzy grosze karykaturalnym protestem, gdzieś indziej w czerwono-czarnej części Mediolanu krzyczą "kradzież!!!", podczas gdy na San Siro pieczętowali triumf równie uprawniony co wybory w Korei Północnej, a i w piątkowy wieczór jedynie przez błędy sędziowskie mogli łudzić się remisem. Krajanie zza między popadli na tyle w fobie Juventus, że innego tłumaczenia jak "Juve" nie uznają. W to mi graj drogi Neapolu, to credo Rzymian których gablota świeci pustkami.
Przytaczanie bilansu błędów na korzyść poszczególnych drużyn mija się z celem. To winny się tłumaczy, bronić swojego nie wypada. Oskarżenia z Neapolu są tyle zasadne co Boski bakcyl Diego, obarczony świętokradztwem, dla Rosonerich ostatnia klęska łagodzi zgagę rozczarowania. Jeszcze niedawno głośno spekulowali o Scudetto, dziś Europa staje się odległa, a Chińczyków wciąż ani widu ani słychu. Retoryka Anty-Juve zakrawa o zabawę z dzieciństwa "pomidor". Podpiąć pod hasło "Juve" można wszystko. Kto sprowadził Nas na ziemię?- Juve. Kto obalił mit wielkiej Romy?- Juve. I tak w koło Macieju...

Kto bez win niechaj pierwszy rzuci kamień. I nagle z wybiórczą pamięcią, bo pierwsza składnia zdania odfrunęła, rzucają się wszyscy którzy od lat dla swoich niepowodzeń mają jedno imię- Juventus. Juve zawsze było o krok przed innymi, sportowe, organizacyjnie, mentalnie. Władze się zmieniały, piłkarze przychodzili i odchodzili, tendencja pozostała. Grupowa histeria dowodzi, że porządek naturalny nie jest siłą sprawczą rodu Agnellich, nie jest nieprawością wielkich calcio. To nic innego jak stan oddający boiskową rzeczywistość.  

Psy szczekają, karawana jedzie dalej. Blady strach przed Starą Damą przejawia się na każdym kroku. Nie mogą na boisku więc szukają poza nim sposobności by dokonać abdykacji. Dopóki to będzie jedynie lepki język możemy odpowiadać- pomidor. Choć do aneksji Krymu prowadziła agresja na poziomie werbalnym tak więc strzeżonego Pan Bóg strzeże. Wracamy do stałego klimatu, prognoza na dziś: +8, wiatr stały ale umiarkowany.  
 
Fino Alla Fine
Forza Juve

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz