środa, 15 marca 2017

Pan piłkarz nowego pokolenia

Pamiętacie swojego pierwszego idola? Człowieka który budził młodzieńcze rumieńce i kreował Wasze pierwsze fascynacje i piłkarskie lovestory? Z iloma konkurentami walczyliście o Laurę tego pierwszego Baggio, Ronaldo, Van Bastena, Vialliego na osiedlu? Każde pokolenie ma swoich idoli. Ludzi po przez pryzmat których oceniasz każdego kolejnego zdolniachę. Po pierwszym wirtuozie nie trzeba sprawdzać numeru PESEL- rocznik określony z dokładnością do jednego Mundialu. To jest Miś na skalę naszych możliwości. Ty wiesz co my robimy tym misiem? My otwieramy oczy niedowiarkom... - szmat czasu temu odgórnie regulowano ikony w danych dziedzinach. Bywali przodownicy pracy, bywali wybrańcy ludu z przypisanym kultem wielkości. Gimby nie znają, jak i ja mam jedynie krótki zapis tejże utopii. Powołałem się na cytat z Misia nie tylko dlatego, że obraz Barei nabiera na autentyczności w wiadomej sferze ale że inny Miś skserował patent Prezesa Ochódzkiego i robiąc interes życia zrobił Nam wszystkim wodę z mózgu

Profil pokolenia na ogół bywa pejoratywny. "Co z nich wyrośnie?" lub nieco zapomniane- "ach ta dzisiejsza młodzież" itp, zgredowate podejście i w mojej głowie dochodzi do głosu gdy na przystanku jakieś typki w rurkach używają dziwnego dialektu. Naturalna kolej czasu, jak Del Piero w barwach Juve widziany jedynie na YouTubie. Piłka nożna stała się środkiem do osiągnięcia celu, a nie celem samym w sobie. Jak przystało na piłkarza nowego pokolenia Paul Pogba w pierwszej kolejności jest celebrytą, dopiero potem pojawia się Pan sportowiec. Wprawdzie całkiem dobry ale nieśmiało dowodzący o swojej klasie. Król dabu uosabia wszystko co można obecnie podpiąć pod ten dobrze opłacany fach. Utalentowany nieziemsko, mający na tacy to o co inni zabiegają przez całą karierę, pewny siebie jakby CV miał zapchane do granic możliwości, popularny jak butelka wody w Afryce. Człowiek w wieku 24 lat mający u stóp cały świat, a czy to nie pogoń za królikiem daje największą przyjemność? Bynajmniej, wisienka na torcie smakowała bardziej od nie jednego rarytasu ale czy z piłką miało to wiele wspólnego?

LeBron James piłki nożnej miał podbić świat. Najpierw triumf na domowej imprezie, a potem wielki powrót na ziemię Angielską i przodownictwo w dream teamie. Będziesz legendą człowieku powiedziałby Marcin Wasilewski. Krajobraz po Euro był jednak mglisty. Forma pozostała w Turynie, a Napoleonem nr 1 był kolega Griezmann. Patrząc na kolejne diamenty Trójkolorowych, Francuzi z organizacją imprezy mieli zezowate szczęście. Podobnie jak Brazylijczycy lub Polacy o dobre dwa lat wyprzedzili zegar biologiczny swych talentów. Przegrany finał jak i cały turniej pokazał miejsce w szeregu dla dzisiejszego solenizanta. Żaden top światowy, żaden nowy Zidane, piłkarz o sporym potencjale i póki co nic więcej. Jednak Pogba dzielił jak rządy w kraju nad Wisłą, albo namaszczany na czołowego pomocnika globu albo zrównywany z poziomem Krzyśka Mączyńskiego. 

Prawdę mówiąc Panie Pogba, sam Pan jest sobie trochę winien. Wierny Raioli wpadł w sidła ciężkiej machiny. W tym cyrku brakowało jedynie wystąpienia o przenoszeniu talentów jakiego dostąpił obecny gwiazdor Cavs. Trolling ładnie skrojony, piarowcy Adidasa postarali się, kampania reklamowa giganta odzieżowego zbudowała najbardziej wartościowego piłkarza świata. Oczywiście świata rządzonego przez diabła managementu tudzież Mino Raioli, ludzie poczuli kocie ruchy tego sympatycznego chłopca, a  marketing szeptany zrobił resztę. Nagle Paul spadł na ziemię, nie zawsze wszystko wyjdzie, nie zawsze wujek dobra rada pomoże, bo sam wyglądem imituje piłkę, teraz trzeba być motorem napędowym, brać odpowiedzialność, spłacać głównie bagaż ciśnienia.
Rozkładając na czynniki pierwsze, jakoś blado wypada ta nasza Mona Lisa: Fircyk w zalotach z hipsterską fryzurą, dabowanie co ma w sobie tyle artyzmu ile u Drake`a charyzmy ulicznego MC. Płytkie ego skazą młodzieńczych gwiazd, łatwe panny, skupienie na social media, gdzie swoje talenty częściej wykorzystują niż na boisku i podatni na zdanie agenta jakby w kontaktach mieli wpisane- "alfons". Pogba jedynie powiela bolączki swojego pokolenia. Oczekiwania są ogromne ale czy po najdroższym piłkarzu nie wypada oczekiwać klasy światowej i różnicy w kluczowych momentach? Pytanie retoryczne ale nie dla samego Pogby. Na boisku bywa elokwentny co rozporek prawiczka, podatny na irytacje jakby zarabiał najniższą krajowa. Póki co, comeback Pogby na Old Trafford nie powala. Ani statystyki nie robią wrażenia, ani sama gra nie ucisza sceptyków. Oj ciąży ponad 100 mln euro, z luzu i łatwości jaką emanował na boiskach Serie A ostały się jedynie śladowe ilości. Ciężko poznać, że to ten sam piłkarz, który przekładał jak chciał obrońców i na ziemi Włoskiej nie miał sobie równych. Jakby wrócił do etapu gdy z żalem do Sir Aleksa Fergusona opuszczał Manchester, wyglądający jak niezaładowana w pełni wersja N`Golo Kante. Gdyby odrzucić całą nadbudowę jaka została doliczona do ceny nawet 50 mln wydaje się mało sensownym dealem. A jednak, boiskowa wartość to nie wszystko.
Fame bardziej poza sportowy bo forma i sukcesy nieco schodzą na drugi plan. Pogba to taki medialny King Kong, oderwany od rzeczywistości w obrazie przeciętnego kibica i stworzony na potrzeby rynku. Przodownik na liście największych transferów popadł w marazm swojej ceny, dzielnie kolekcjonujący kolejne słupki, poprzeczki i pozbawiony Ligi Mistrzów przypomina Eddiego Murphy z filmu Książę w Nowym Jorku. Mimo wszystko znęcanie się nad byłym piłkarzem Starej Damy mija się z celem. Machiawelizm Raioli jest siłą niemal nie do pokonania, ten sam machiawelizm sprowadził Pogbe na J-Stadium i na ten sam machiawelizm liczymy w kontekście Gigiego Donnarummy. Krytykuj grę, nie gracza, bo piłkarze już dawno stali się pionkami w tejże grze.

Jedyne co wyszło na przeprowadzce do Premier League to stworzenie mitu gwiazdy globalnej. W popkulturę Pogba wszedł jak w masło. Niczym grupa Migos zwana czarnymi The Beatles choć na tle oryginału budzą politowanie, Paul już jest człowiekiem legendą, wizualnie wprost stworzony do bycia ikoną stylu lub uniwersalnym logotypem. Jako pierwszy doczekał się własnego emotikonu, a zjawiskiem dabu wykreował nowy trend. Nawet jeśli na boisku nie wychodzi to majestat księcia na niczym nie traci. Jest cesarz, są i igrzyska.

Pan 105 milion był tylko pretekstem by pochylić się nad postacią młodocianego adepta footballu. Piłkarze nie biorą się znikąd, mogą uchodzi za grupę reprezentacyjną danego środowiska, tym bardziej pokolenia. Tatuaże, snapchaty, Instagram i białogłowe z Insta, nie jednemu zawróciłoby się w głowie. O tym, że pieniądze sprowadzą na boczne torowiska inne wartości wspominać nie muszę. Wielu z tych potencjalnych idoli w oczach jakiegoś dzieciaka uchodzi za siódmy cud świata, obiekt wzoru, postać Boską z krwi i kości. Biorąc poprawkę, że zawód piłkarza traci na priorytecie wśród gladiatorów zielonej murawy czasy wielkich person godnych naśladowania przeminą szybciej niż wielkości Leicester City. Dzisiejszemu solenizantowi życzę więcej boiskowej radości niż followersów na Twitterze i częstszy powodów do użytkowania dabu. Choć nadal nie czuje tego klimatu. A najlepiej sytuację Pogby w MU skwitował obruszony Ibrahimović po finale FA Cup: "(Mnie) Kupili?! Ja tu przyszedłem za darmo, oni ciebie kupili!"

PS: Rick Astley ma lepsze ruchy. Słaba kopia Panie Pogba

Fino Alla Fine
Forza Juve

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz