niedziela, 26 marca 2017

Gra warta świeczki?

Wbijanie kija w mrowisko nie jest mi w smak. Redaktorem Stanowskim nie jestem, więc i pokłosie bardziej ubogie. Niby nie moje pieniądze ale jednak czuć po portfelu, niby nie mój rower ale chciałoby się pędzić przed peletonem. Zachciało się drużyny na miarę Europejskiej divy to trzeba płacić. Droga to impreza, chcesz się poczuć jak w klipie Ricka Rossa, mieć poważanie Franka Lucasa i odbijać się w cudzych spojrzeniach w rozdzielczości dwudziestocztero kartowej. Zanim wszyscy się rozgoszczą, nowobogacki sąsiad zdąży zebrać numery od najbardziej urodziwych niewiast, a połowa imprezowiczów sięgnie po płaczliwe szlagiery. Zastaw się a postaw, raz się żyje. Na bogato bawimy się, stół ulega od nadmiaru obfitości, co Pipicie uśmiech sprawia, Dani Alves króluje na snapchacie, Pjaca zabawia modelki a Barzagli robi za cnotkę. I tylko ten chłopak, którego jakbyś znał ze szkolnej ławki lub osiedlowego trzepaka czuje się nieswojo. Jest fajnie ale szpan żaden i za drętwo na mój styl. Cóż, jeszcze jeden drink i spadam? Być może w chwili publikacji postu temat „nowy kontrakt Dybali” będzie zamknięty, a Moratta zamiecie zapędy napalonych gringo pod dywan przygotowany na powitanie Tolisso. Póki co, od kilku tygodni przeżywamy Dzień Świstaka, "Dybala wkrótce podpisze nowy kontrakt". Do znudzenia, pióro zaschło czy aby na życie jak w Madrycie  przyszła ochota?

Być może dla postronnego kibica, Juventus nie jest klubem na poziomie Realu lub Barcelony. Bardziej poukładany czyli nudny, z trzeźwo myślącymi zarządcami, wyzbyty blichtru popkulturowej Odysei i ta staroświecka Serie A. Kopią tam jeszcze dziadkowie Maldini i Buffon? Staży ale jarzy panowie z Eurosportu mogliby skontrować ripostą, ale młodzież nie zrozumie. Nie zależnie od percepcji zamiejscowych, szóste scudetto na horyzoncie i rola jednego z faworytów do triumfu Ligi Mistrzów mówi samo za siebie. Kompleksy i Stara Dama to dwa różne bieguny, a żeby czuć się hegemonem nie trzeba świecić jak członek rodziny Kardashian.

Nie jest łatwo wskoczyć w obce buty, choćby w rozmiarze były jak ulał i nawet nieznoszone, zawsze będą obce. Nowy Del Piero- okrzyknięty od pierwszego dnia, bo porusza się z gracją fresków Michała Anioła, bo młodzieńczą fantazją przypomina pewnego wirtuoza z minionej epoki i za nic ma tezę o śmierci klasycznej dziesiątki, której i tak się opiera. Na wyrost ale faktycznie stał się nim, choć głównie w podświadomości kibiców Juve niż w głowie samego piłkarza. Jak to bywa z namaszczaniem przez obce dłonie, wbrew intencjom i z naciąganą ideologią, nawet jeśli nie trampolina to za Hotel Babilon uznał mury J-Stadium. Dorosnąć mentalnie i piłkarsko do bycia kolegą Messiego z prawdziwego zdarzenia. I te gorące imprezy u Shakiry...

Patrząc na boisko człowiek myśli- zasłużył na podwyżkę, w takim PSG miałby 10mln bez dwóch zdań. Do momentu wiosennych igrzysk i majówki z paradą po mieście pieniądze umilają kopanie piłki we własnej lidze, Pan Verratti potwierdza. Jednak La Liga to nie Ligue 1 lub umiłowana Serie A, prawdziwa Champions League, sztuka dla wytrawnego oka, gdzie sędziowanie ma kunszt najwybitniejszych przedstawicieli abstrakcjonizmu, aktorstwo zawstydza marzących o karierze w Hollywood, a gole spadają z nieba. To też stały kierunek pielgrzymek największych talentów i Mekka późniejszych triumfatorów Złotej Piłki. W takim oto poglądzie nasz Dybalski toczy wewnętrzny spór- Should I stay or should I go. Odpuszczę wrażliwą sferę mamony, choć i o nią toczy się gra. 7,5 rocznie nie powala w skali globalnej, to jak rzucanie na świąteczną tacę banknotu podczas gdy na tacy kopert w bród. Kominów płacowych nikt w Turynie stawiać nie ma zamiaru, w dodatku dla piłkarza bądź co bądź na dorobku. Talent być może dekady powiedzą członkowie sekty maski, a ja powiem- brawo. Jednak wokół jednego Paulo świat się niekręci.

A co jeśli istnieje życie po (lub bez) Dybali? To samo co nastało wraz z odejściem Pogby lub na początku XXI wieku po dezercji Zidane`a? Saga kontraktowa kładzie cień wątpliwości w intencje La Joya, od miesięcy zapowiada umowa powraca w odsieczy łamiących doniesień hiszpańskich mediów. Dybala podpisze, Dybala pragnie gry w Madrycie, przepychanka rodem z KSW, mniej sportu więcej rozrywki. By dogadać się wystarczy dobra wola obu stron, kilka detali, deklaracja współpracy dla agenta- czyli potocznie haracz i wolne popołudnie dla medialnej otoczki. Że znają się jak łyse konie to gadka znacznie prostsza, a jednak pat wciąż wisi, sen z powiek schodzi, choć do zakochania jeden krok....
Dybala dostosował się do koncepcji marcowych dni. Jak w garncu, to strzeli to rozegra z kunsztem wyrafinowanego reżysera to doniesienia spotęgują zniesmaczenie. Wiosna mu służy, irytacja schodzi na boczny plan, dojrzałość przechadza się beztrosko, z powiewem cieplejszego wiatru talent wrze pomimo nieśmiałej atencji, już piłkarz przez duże "P" choć w fazie loading. Poza wartością sportową to też lokata na przyszłość, potencjalny nowy rekord transferowy, kura znosząca złote jaja, choćby były przepiórcze zawsze chętnych bezliku. Lecz nie o wartość rynkową Marotta bawi się w podchody. Miał być piłkarz na lata, ulepiony na ziemi włoskiej, doszlifowany w Turyńskiej kuźni, następca ery Messiego przechwycony zanim biały dym obwieści zmianę oligarchy. Efekt demonstracji przepadł wraz z Pogbą, Juve nie może kajać się etykietą "od Nas nie odchodzi się do lepszego klubu", przyszłość Dybali będzie więc również zwrotnicą biegu hegemona, albo manifestujemy status creme de la creme, albo kalkulujemy w zabawę utratę cennych diamentów.

Rozterka świadomego bogacza, bowiem Starej Damie nie wypada uchodzić za przystanek na szlaku arkadii piłkarskiej. Biedni nie jesteśmy, ani szykiem nie ustępujemy. Teraz lub za rok, przeciąganie nieuniknionego niweczy pic na który Agnelli pracuje od lat. Pozostanę sędziwy i podziękuje za piłkarza lubującego El Clásico i wszystko co tiki-taką krępuje resztę świata. Jeśli pragnie zająć jedno z wielu miejsc w gwiazdozbiorze Królewskich, a nie zostać pierwszym księżycem zwieńczającym upływ dominacji hiszpańskich drużyn droga wolna, pomimo całej sympatii.
Zapędy hiszpańskich gigantów subtelnością nie grzeszą. Niczym plebejski lovelas, Floro Perez adoruje i rozpieszcza, by z kolejnym mercato biegać za kolejnym kaprysem. Taki James Rodriguez zna smak odrzucenia i krajobraz ławki. To czy Dybala już jest galacticos pełną gębą to inna para kaloszy. W Barcelonie, pod okiem mentora by cieniem krył swego idola? Lub w stolicy przepychu pysznością rekompensować sobie status gwizdy numer dwa lub trzy? Miałem odstąpić od kija ale nie po drodze mi z najemnikami. Jak śpiewał Adam Nowak- "nazywaj rzeczy po imieniu, a zmienią się  oka mgnieniu", tak więc liczę na wyprostowanie sytuacji i auto-pokutę. Nie sądzę by La Joya był cokolwiek winien Starej Damie poza grą w otwarte karty, świat nie skończy i żalu nie będzie. Na boisku maska dodaje kolorytu lecz poza nim bez fasady, cenimy prostotę.


Fino Alla Fine
Forza Juve

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz